W poszukiwaniu modelu prawa dla organizacji

Tego czego brakuje nam w sektorze, to wizji rozwiązań, które mogłyby być punktem odniesienia dla galopujących i, jak się wydaje, często niespójnych zmian prawnych (m.in. w zakresie pożytku publicznego).

Autor: Piotr Frączak

W 2008 roku ukazała się książka Macieja Kisilowskiego „Prawo sektora pozarządowego” (zob. Spis treści). Nie wzbudziła ona wówczas dużego zainteresowania w sektorze. Zresztą teoretyczne rozważania (także w kwestii rozwiązań prawnych) nie są najmocniejszą stroną polskiego sektora pozarządowego. Książka moim zdaniem warta przeczytania, ale w tym wypadku, nie chodzi o kwestie przeglądu teorii dotyczących organizacji pozarządowych, czy ocenę skuteczności działania dotychczasowych rozwiązań prawnych (w Polsce i USA), ale o zaproponowany model prawa. Tego czego brakuje nam w sektorze, to wizji rozwiązań, które mogłyby być punktem odniesienia dla galopujących i, jak się wydaje, często niespójnych zmian prawnych (m.in. w zakresie pożytku publicznego).

Dlatego dyskusja nad propozycjami zawartymi w książce Kisilowskiego może być punktem wyjścia do myślenia o systemowych rozwiązaniach. Oczywiście najważniejsze jest, jak my – w rozumieniu tak obywatele, aktywiści, czy urzędnicy, jak i opinia publiczna – widzimy rolę i sposób funkcjonowania sektora. Do tych wyobrażeń jest dostosowane prawo, na ich podstawie oceniamy poszczególne inicjatywy. Jednak proponowany przez autora model ma trochę inny, funkcjonalny, a nie aksjologiczny, charakter. Autor pisze, i aż chciałoby się z nim zgodzić, że „[w] sytuacji niewspółmierności lub nieporównywalności wartości, na których oparte są konkurujące ze sobą funkcje społecznej roli trzeciego sektora, ograniczone możliwości prawa jako regulatora społecznych zachowań to w istocie swego rodzaju błogosławieństwo. Jeżeli bowiem stwierdzimy, że popierana przez nas wartość i tak nie może być urzeczywistniona za pomocą normy prawnej, to łatwiej nam zrezygnować z obstawania przy niej na rzecz propozycji kompromisowej” (s. 339). Spróbujemy jednak dyskutować elementy modelu osobno nie zaczynając od założeń. Wydaje się, że może to mieć – w założeniu partycypacyjnej metodologii pracy – znaczenie. W oparciu o wnioski z dyskusji na temat poszczególnych elementów modelu okaże się, czy wypracowany model przystaje do propozycji przedstawionej przez autora.

Cecha główna – zakaz dystrybucji zysków

Jak pisze autor: „proponowany model zasadniczo zmienia punkt ciężkości prawa ustrojowego sektora pozarządowego. Organizacje pozarządowe powinny być wyróżnione nie przez ogólne zwroty o >>dobrowolności<< bądź >>niezarobkowym celu<<, ale wyłącznie przez zakaz podziału dochodów organizacji pomiędzy osoby je kontrolujące” (s. 351). Warte uwagi jest uzasadnienie: „Jeżeli bowiem prawo publiczne nie eliminuje możliwości bogacenia się na zyskach organizacji non-profit, to taka sytuacja zasadniczo zmienia spektrum motywacji osób zaangażowanych w funkcjonowanie trzeciego sektora. (…) Do sektora zaczynają trafiać ludzie o czysto merkantylnym nastawieniu. Organizacje kierowane przez takie osoby są szkodliwe z dwóch powodów. Po pierwsze, stają się narzędziem do okradania państwa i prywatnych darczyńców. Po drugie, tworzą pewną kulturę łamania i omijania prawa” (s. 352).

Komentarz: Autor sam przyznaje, że co prawda „zakaz dystrybucji jest w zasadzie zgodny z postulatami omawianych teorii normatywnych”, to jednak praktyka dostarcza argumentów na rzecz „(nie)skuteczności prawa polskiego i amerykańskiego” (s.351). Czy tak jest w istocie? Czy w polskich organizacjach pozarządowych, mimo formalnych zakazów, czerpie się prywatne zyski z działalności non-profit? A jeśli tak, to czy jest to problem znaczący?

W dyskursie publicznym dominuje narracja, że w organizacjach pozarządowych zarabia się raczej mało, że większość działaczy raczej „dokłada” do działalności społecznej, a nie ciągnie z jej profity. Z kolei od czasu do czasu dyskusje wywołane tekstami (np. w 2003 Kuby Wygnańskiego „Ile powinien zarabiać św. Mikołaj?„), czy pojawiającymi się informacjami prasowych o nieprawidłowościach w organizacjach, czy wręcz pewnej praktyce (np. ostatnio pojawiła się na Facebooku reklama zachęcająca do włączenia się w pracę pewnej fundacji obiecując udział w zyskach) każą przypuszczać, że zapewne nie jest idealnie. 

Jaka jest więc prawda o sektorze? Czy model, który by zapewniał restrykcyjne ograniczenie możliwości prywatyzacji dochodów organizacji pozarządowych mógłby coś zmienić w sektorze?

Kodeks organizacji pozarządowych i spółka non-profit

Kisilowski idzie w swoich rozważaniach nad zakazem dystrybucji dalej i twierdzi, że nie chodzi o to „by cały trzeci sektor zorganizowany był jako stowarzyszenie bądź fundacja”. Chodzi raczej by rezygnować z ustaw specjalistycznych. Kisilowski powołuje się na przykład spółek handlowych „mimo, że cele, dla których stworzony został każdy z sześciu regulowanych kodeksem typów spółek, są bardzo różne, w przypadku każdej z nich ustawodawca reguluje pewne stałe zasady” i postuluje w analogii do Kodeksu spółek handlowych kodeks organizacji pozarządowych.

To co wydaje się najbardziej interesujące, to proponowana spółka non-profit. I nie jest tu mowa o dzisiejszych podmiotach ekonomii społecznej, ale – jak się wydaje – zupełnie nowej formie, która „lepiej odpowie na zróżnicowane potrzeby trzeciego sektora”.

Komentarz: Nie od dziś mowa jest o konieczności poszukiwania nowej formy organizacyjnej – por. np. „należy poszukiwać innych form, które będą odróżniać się zarówno od stowarzyszenia (brak członków), jak i fundacji (brak kapitału) i przyjmować formy, np. przedsiębiorstwa społecznego czy instytucji pozarządowej” (Frączak P. Kulik-Bielińska E. Instytucja fundacji w Polsce, Tezy do dyskusji, 2008). Według Kisilowskiego powinna to być instytucja oparta – tu cytat – „na schemacie podobnym do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, czyli spółki z udziałowcami”. „Niewielkie wymagania w zakresie minimalnego kapitału, a także możliwość przenoszenia udziałów wyłącznie w drodze darowizny albo po cenie minimalnej, sprawiałyby, że udziały byłyby w istocie wyłącznie instrumentem do elastycznego kształtowania podziału władzy (i odpowiedzialności) w spółkach, zgodnie z potrzebami założycieli”. Oznacza to, że spółka non-profit, mimo podobieństw, nie byłaby tym, czym dzisiaj określa się mianem spółki non-profit (spółką, która zadeklaruje w umowie chęć prowadzenia działalności pożytku i nie dystrybucji zysku por. Waldemar Żbik Co to jest spółka non profit i czy jest organizacją pozarządową?). Taka nowa forma, która z założenia byłaby organizacją pozarządową, a nie przedsiębiorstwem, pozwoliłaby też tak kształtować instytucje fundacji, by rzeczywiście stały się instytucjami dostarczającymi dodatkowe środki do sektora pozarządowego, a nie konkurowałyby ze stowarzyszeniami o dotacje. 

 

Masz zdanie na ten temat? Odezwij się: p.fraczak@schuman.pl